
GALERIA POD NOSEM

MARIA KĄKOL
III ROK MALARSTWA








MICHALINA BENA
II ROK MALARSTWA







BARBARA KUDZIA
II ROK MALARSTWA









ZOFIA KOSZEWICZ
II ROK MALARSTWA
18.11.2021








MALWINA BODZIOCH
IV ROK CERAMIKI









IRMINA STATKIEWICZ
II ROK MALARSTWA











ZUZANNA KŁAPKOWSKA
III ROK MALARSTWA







JOANNA NOWAK
III ROK MALARSTWA









IGA NALEWAJEK
II ROK SZTUKI I WZORNICTWA SZKŁA









ZOFIA GÓRNA
II ROK MALARSTWA










ALIAKSANDR DANILKIN
III ROK MALARSTWA








JULIA KOPAŃSKA
II ROK MALARSTWA







EMILIA KAMIŃSKA
I ROK MALARSTWA






AUTOPORTRET INSPIROWANY MANIERĄ WYBITNEGO MALARZA
I ROK MALARSTWA







JULIA GRYZŁO
I ROK MALARSTWA











ETIUDY
W TECHNICE WENECKIEJ














JULITA WALCZAK
II ROK MALARSTWA








DOMINIKA MARCINKOWSKA
II ROK MALARSTWA






IZABELA BOGACKA I AMELIA SMOLNICKA
II ROK RYSUNKU
TECHNIKA WENECKA Jest jedną z kilkunastu niekonwencjonalnych technik malarskich, które nasi studenci mogą studiować w X Pracowni Malarstwa (nr 204 i 311), prowadzonej przez prof. Marka Jakubka i asyst. Katarzynę Rutkowską.
Techniki te poszerzają warsztat artysty i pozwalają na zdobycie umiejętności swobodnego posługiwania się środkami malarskimi. Z jednej strony są stosunkowo proste warsztatowo, z drugiej – wymagają wrażliwości, wyobraźni i inwencji, czyli takich cech osobowości, które charakteryzują oryginalną osobowość dojrzałego artysty.
W galerii Pod Nosem prezentują swoje piękne etiudy malarskie w technice weneckiej (zrealizowane w semestrze zimowym) dwie studentki II roku Rysunku:
Izabela Bogacka i Amelia Smolnicka.
IZABELA BOGACKA
Technika wenecka pozwoliła mi na wyjście poza własną strefę komfortu. Dotychczas malowałam i rysowałam z obserwacji, skupiając się na wiernym odwzorowaniu tego co już istnieje. Wejście w świat abstrakcji z początku było dla mnie trudne. Brak pełnej kontroli nad tym co tworzę i prędkość, z jaką powstają prace, zmusiła mnie do zmiany myślenia. Musiałam otworzyć się na eksperyment, przypadek, niekonwencjonalną formę i magię koloru. Podejmując szybkie decyzje, kierowałam się intuicją i wyobraźnią. Pozwalałam sobie ponieść się spontanicznym impulsom ulotnych chwil. To prawda, że kreatywność rozkwita wśród ograniczeń. Odnajdując się w nich, stopniowo przesuwałam granice warsztatowe i poszerzałam katalog organicznych struktur. Wreszcie byłam w stanie tworzyć niesamowite i niepowtarzalne obrazy, którymi bardzo miło mi jest teraz podzielić się z wami.
AMELIA SMOLNICKA
Trudno mi powiedzieć, dlaczego darzę technikę wenecką taką estymą. Racjonalnych powodów zapewne jest wiele. Przede wszystkim rozbudza kreatywność. Tworzenie etiud w tej technice wymaga szybkich decyzji. Etiudy nigdy nie tracą na swojej świeżości. Wbrew pozorom technika ta daje duże pole dla różnorodnych poszukiwań formalnych. Bywa kapryśna i nieprzewidywalna, ale potrafi być też bardzo wdzięczna. Wystarczy wykonać parę prac, aby wczuć się w jej rytm i zacząć kontrolować przypadek. Docenia pewność ręki i uważność malarza, tworząc piękne struktury i wyrafinowane niuanse w przejściach kolorystycznych. Jednak najważniejsze dla mnie jest to, że praca z nią budzi radość
i odstresowuje. Technika wenecka sprawiła, że do moich najbardziej ulubionych należą chwile, gdy mam możliwość zamknięcia się w pracowni i pozostania z nią sam na sam.














AGNIESZKA PIECZONKA
III ROK MALARSTWA
KRYPTOGRAMY PODPROGOWE
Sztuka naszych czasów różni się znacząco od tradycyjnej. Nie schlebia już wielkim mecenasom sztuki. Nie nobilituje ich za sowite wynagrodzenie. Od doskonałego warsztatu, wartości estetycznych ważniejsze jest dzisiaj TU i TERAZ artysty i odbiorcy sztuki. Ważniejsze jest osobiste lub też społeczne zaangażowanie w dialog ze światem, codzienną rzeczywistością, która go otacza. Artysta współczesny obrazuje nastroje, ostrzega, niekiedy antycypuje niczym kanarek w kopalni zwiastujący nadciągające niebezpieczeństwo, jeszcze zanim dotrze ono do świadomości publicznej.
Nie zawsze potrafi, nie zawsze chce, ale też nie zawsze może pozwolić sobie na
mówienie wprost. Czasem z powodów osobistych, czasem niezależnych od niego. Jedni używają poetyckich przenośni, wyrafinowanych metafor, czy eufemizmów, inni (zwłaszcza w społeczeństwach autorytarnych, gdzie nie jest bezpieczna gra w otwarte karty) – zagadkowych kryptogramów. Artysta tworzy wówczas zaszyfrowane kody, skrypty i rebusy, które potrafi rozszyfrować tylko on i wtajemniczone osoby z zaufanego kręgu.
Chciałabym w swojej twórczości umieć dotrzeć do ludzkich emocji, angażować w dialog, prowokować ludzi do refleksji. Nie ukrywam jednak, że splątana w chaosie galopującej wokół nas rzeczywistości nie jestem do końca pewna, jak to zrobić, nie uciekając się do taniego sentymentalizmu, czy banalnego ekshibicjonizmu sztuki tradycyjnej. Może jednak, aby zainteresować, zahaczyć, przyciągnąć, nie trzeba mówić do odbiorcy wprost. Można mówić szczerze, ale nie trzeba kokietować, pouczać co dobre, a co złe. Myślę, że powinnam poszukać własnego pisma, które można by odczytywać na różnym poziomie: estetycznym dla pięknoduchów i werbalnym dla dobrze poinformowanych.
„Dobre dzieło jest jak ser szwajcarski” – to cytat zapamiętany przeze mnie z zajęć historii kultury. W prezentowanych na wystawie obrazach i szkicach starałam się zaszyfrować swój osobisty przekaz w specyficzny sposób, gdzieś z pogranicza abstrakcji i pisma asemicznego. Dlatego też trudny do odczytania. Nie pragnę zarażać widza moimi emocjami wprost, nawet gdy czasami płakać, czy też krzyczeć mi się chce. Nie zamierzam podawać nikomu „kawy na ławę”. Chciałabym poprzez atrakcyjną formę i kolor zachęcić odbiorcę do odczytywania ukrytych w obrazach zagadek lub jeszcze lepiej – zaangażować do kreowania własnych osobistych treści.
Zostawiam więc widzowi przestrzeń, by mógł wypełnić te „dziury w serze”. Kolorystyka obrazów buduje nastrój, podpowiada emocje. Tekst jest zakodowany, jednak nie do końca. Nadmiar detali, pozornie przypadkowa architektura kompozycji złożonych z geometrycznych kształtów liter i strzępów słów ukrywa zakodowaną treść w języku angielskim.
Jako zachętę do gry umieszczam część podpisu i zapraszam zainteresowanych do dalszej interpretacji :)









MARIA UGREWICZ
II ROK RYSUNKU
MOJE BIONTY
Tematem cyklu obrazów prezentowanych na wystawie są pasożyty. W sensie dosłownym
i przenośnym. Sama świadomość hipotetycznej obecności tych osobników w moim ciele, osobników bezczelnie żywiących się moim kosztem, budzi we mnie strach i obrzydzenie.
Zwłaszcza obce organizmy urzędujące w ludzkich trzewiach? Bez mojej wiedzy, zgody, lub pobieranego czynszu? W tej ekonomii? Co za tupet!
Próbuję oswoić się z tym zagrożeniem, wizualizując ukryte lęki.
Przekształcam więc ludzką i insektoidalną anatomię w jeden symbiotyczny organizm, łączący w harmonijną całość błony śluzowe z chitynowym pancerzykiem. Zamieniam moje koszmarne wizje zewnętrznych i wewnętrznych pasożytów w cudne humanoidalne hybrydy, dla których inspiracją są opalizujące skarabeusze, giętkie skolopendry czy zwinne karaluchy.





